
Zajmijmy się więc kolejną frakcją – neoendekami. Czołowym zespołem narodowo-katolickim był Legion z Wrocławia, prowadzony przez Tomasza Kostyłę, który był jednym z pierwszych wrocławskich skinheadów. Jakie inne zespoły można zaliczyć do tego nurtu?
Podobno w 1990 istniał też związany z NOP zespół Chrobry Orzeł, ale nigdy ich nie słyszałem. Więcej zespołów tego nurtu działało w drugiej połowie lat 90: RP Oi, Kresowiec, Sarmatia, NaRa, Batalion, Głos Prawdy, Szwadron 97, Twierdza – ale tylko o nich czytałem.
Czy można powiedzieć, że pod koniec lat 80. Sczerbiec był prekursorem nurtu neoendeckiego?
Na pewno Szczerbiec jako pierwszy odwołał się do tradycji NSZ, miał też piosenkę o ONR.
Pobożni, katoliccy skinheadzi to coś, co wielu naszych czytelników chyba trudno sobie wyobrazić (choć może nie dla Francuzów, gdzie podobna tendencja istnieje na marginesie). Ale w Polsce w latach 1992–95 była to dominująca tendencja na scenie faszyzujących skinheadów.
Z tą pobożnością to różnie wyglądało. Był spory rozziew między osobistą postawą a deklarowaną religijnością. Był to jednak katolicyzm specyficzny, z ducha krucjat i inkwizycji, rozumiany jako „doktryna walki”; szczególne zainteresowanie budził w tym środowisku katolicki tradycjonalizm abp. Marcela Lefebvre’a.
Pod względem politycznym nawiązywali do przedwojennej endecji i narodowego radykalizmu. Partiami, z którymi byli najbliżej związani, były przede wszystkim Narodowe Odrodzenie Polski, które pokrótce omówiliśmy wcześniej (zine Czas Młodych), Stronnictwo Narodowe „Szczerbiec” (zine Skinhead Sarmata) i Narodowy Front Polski.
Ta tendencja neoendecka wydaje mi się najbardziej organicznie polska z tych frakcji. Miała prawdziwą podstawę ugruntowaną w polskiej tradycji skrajnej prawicy. Dlatego dziwi mnie, że tak szybko straciła impet po rozwiązaniu Legionu, a tak wielu zwolenników przeszło na rzecz nazizmu, który, no, ostatecznie jest bardzo „niepolski” (w zamerykanizowanej wersji) albo wręcz antypolski (w oryginalnym niemieckim wydaniu). Dlaczego taka zmiana na NS?

Cóż, Paradoksalnie zakorzenienie w tradycji endeckiej było nie tylko siłą ale też słabością. Nosicielami tej tradycji byli weterani ruchu nacjonalistycznego z lat 30 i 40, wywodzący się z przedwojennej inteligencji, którzy przetrwali okres komunizmu jako relikty poprzedniej epoki ale nie rozumieli współczesnego społeczeństwa. Natomiast „rekrutami” endecji byli ludzie z pokolenia ich wnuków i z innej klasy społecznej. To były dwa różne światy, które patrzyły na siebie w zdumieniu. Ten dysonans dobrze pokazała demonstracja w Opolu na początku lat 90, zorganizowana przez Stronnictwo Narodowe przeciwko niemieckim roszczeniom. Organizatorami była grupa staruszków, natomiast większość uczestników stanowili skini, którzy na zakończenie tej antyniemieckiej demonstracji spontanicznie zaczęli skandować – po niemiecku! – „Jude Raus”… [śmiech].
Ale można próbować szukać głębszych przyczyn. Mam hipotezę, że w zamkniętych grupach (nie tylko subkulturach ale też sektach religijnych czy partiach ekstremistycznych) wytwarza się specyficzna wewnętrzna dynamika – swoista „sztafeta ekstremizmów”. Kolejne frakcje starają się być coraz bardziej konsekwentne, coraz bardziej radykalne, coraz bardziej ortodoksyjne. W tym przypadku nazizm wydawał się bardziej „autentyczny” i „nowoczesny” niż staromodny polski nacjonalizm. Wydaje mi się, że podobnie było w Wielkiej Brytanii, gdzie brytyjski nacjonalizm White Noise został wyparty przez hitleryzm Blood & Honour. W Polsce dodatkowo dużą rolę odegrał wspomniany wcześniej imitatorski okcydentalizm: nazi-skini mieli wsparcie, nie tylko ideowe ale też „instytucjonalne”, zachodnich towarzyszy, więc jako bardziej „światowi” mogli patrzeć z góry na zaściankowych endeków.
Ciekawą postacią w nurcie NS był Robson – wczesny naziskin z Wrocławia, lider Aryjskiego Frontu Przetrwania i menedżer Konkwisty 88, a potem redskin i działacz Polskiej Partii Socjalistycznej. Co sądzisz o wywiadzie, którego udzielił antyfaszystowskiemu magazynowi w 1996 roku? Według ciebie to rzetelny opis rozwoju sceny skinheadów we Wrocławiu?
Trudno mi się ustosunkować do tego wywiadu, bo słabo znałem wrocławskie stosunki, choć znałem kilka osób z Wrocławia, w tym Robsona i Jarosza. Ja nie akceptowałem ich ewolucji ku nazizmowi. Mam jeszcze gdzieś korespondencję, w której ja ich namawiam do zerwania z hitleryzmem. Zachęcałem ich np., że skoro już są przywiązani do liczby 88 to niech tłumaczą to jako 1888 – datę utworzenia przez Limanowskiego Gminy Narodowo-Socjalistycznej…1 [śmiech] Albo żeby w jednym ze swych utworow słowa „Przyjeżdżają z obcych krajów, studiują na uniwersytetach” zmienili na „Przyjeżdżają z obcych krajów, wykupują nasze fabryki”. Nieskutecznie… Oni – chyba Robson właśnie – ostro mi odpowiedzieli; a kiedyś mało nie zostałem obity na koncercie Konkwisty 88.
Ale z czasów, kiedy jeszcze utrzymywaliśmy kontakty jedna rzecz mi utkwiła w pamięci: oni b. dużą wagę przywiązywali do wyglądu (oryginalne DocMartensy itp.) i gardzili mało ortodoksyjnymi skinami, jakich masa pojawiła się w latach 90. Być może ich nazizm miał psychologiczne podłoże w chęci bycia elitą wśród skinów, odróżniania się od polsko-nacjonalistycznego „plebsu”. Taki snobizm.

Ale bracia Kijanowscy, znani narodowo-katoliccy skinheadzi, zawsze ubierali się nienagannie. Widać to w dokumencie TV Polonia z połowy lat 90-tych oraz w książce Ewy Wilk Krucjata łysogłowych (1994), gdzie ponadto wygłaszają dosyć pogardliwe uwagi na temat innych frakcji. Więc może elitaryzm nie ograniczał się tylko do skrzydła nazistowskiego?
Fakt, Kijanowscy z tym pseudoszlacheckim sarmatyzmem też reprezentowali jakąś odmianę snobizmu. Trudno to było pogodzić z duchem „working class”. O tyle ciekawe, że z książki Krucjata łysogłowych wynikało, że też wywodzą się z robotniczego środowiska… Choć wśród skinów dość częste było przekonanie wyartykułowane przez zespół The Gits, że stanowią „elitę klasy pracującej”.
Jedyną inną rzeczą ciekawą w kontekście polskich naziskinów jest „kwestia niemiecka”, zwłaszcza co do Śląska i Gdańska. Robson mówił w wywiadzie, że naziskiny z Wrocławia przez jakiś czas czuli się Niemcami. A Kostyła z Legionu skarżył się, że na wrocławskiej scenie skinheadów jest zbyt wielu folksdojczów, mając na myśli skrzydło nazistowskie. Czy były ku temu jakieś podstawy? Tzn. czy wielu naziskinów na Śląsku rzeczywiście pochodziło z mniejszości niemieckiej?
To dość skomplikowane. Olbrzymia większość polskich nazi-skinów była 100% słowiańskimi Polakami. Dotyczyło to zwłaszcza Dolnego Śląska (region Wrocławia), zamieszkałego przez Polaków przesiedlonych po wojnie z ZSRR. Snobizowanie się na niemieckie korzenie miało na ogół charakter postmodernistyczny: „możesz być kim chcesz, ogranicza cię tylko twoja wyobraźnia”. Znałem chłopaka z mojego miasta, który jako nazi-skin uważał się za „pół-Niemca”, ale gdy zafascynował się hip-hopem odkrył, że jest „białym murzynem”… [śmiech] Ale na Górnym Śląsku mieszkało wielu autochtonów sympatyzujących z Niemcami – a Niemcy kojarzyły się niektórym z nich z Trzecią Rzeszą. W każdym razie pierwszy raz zobaczyłem oznakę ze swastyką u niejakiego Ulu, skina z Katowic, kibica „Ruchu” Chorzów (to klub autochtonów).
Porozmawiajmy o czymś, co dotyczyło chyba wszystkich frakcji prawicowych polskich skinów: ideologii rasistowskiej. Polska nie ma historii kolonialnej i nigdy nie uczestniczyła w niewolnictwie ani handlu niewolnikami. Imigracja niebiałych, a więc potencjalna konkurencja na rynku pracy, była historycznie minimalna (w 2011 roku 98% populacji Polski stanowili biali Polacy, a w 2022 roku około 97%). Trudno mi więc zrozumieć, jakie były w ogóle materialne podstawy rasizmu w Polsce. Dlaczego polscy skini tak mocno wkręcili się w (chyba importowany) biały rasizm? Co nordyzm, kult aryjskości, Ku Klux Klan lub postkonfederacki rasizm George’a Lincolna Rockwella miały wspólnego z polską sytuacją, z polskimi problemami, z polską historią? Jakie znaczenie w ogóle miało hasło „white power” w społeczeństwie, jakim była wówczas Polska?

Żeby być precyzyjnym: rzeczywiście żaden z głównych odłamów polskiego ruchu skinowskiego nie był wtedy antyrasistowski, ale jednak nie we wszystkich rasizm odgrywał jednakową rolę. Np. Sztorm 68 tej problematyki nie poruszał, a nawet miał utwór proarabski.2 Dla mnie też rasizm – nawet wtedy – był jeśli nie absurdem, to w każdym razie abstrakcją.
Faktem jest, że w latach 80 w wielkich miastach niechęć na tle rasowym generowali studenci z pozaeuropejskich krajów. Ich dolarowe stypendia zapewniały im w PRL uprzywilejowaną finansowo pozycję, co kłuło w oczy miejscowych; szczególnie chodziło tu o ich kontakty z polskimi kobietami. Słychać to choćby w piosence Konkwisty „Nie chcemy was tu”.
Był to jednak problem marginalny i co najwyżej lokalny. Dlatego główną przyczyną upowszechnienia rasizmu był moim zdaniem odwieczny polski okcydentalizm, naśladownictwo Zachodu. Propaganda PRL głosiła przyjaźń z krajami Trzeciego Świata a zarazem twierdziła, że „w Ameryce biją Murzynów” tzn. nagłaśniała wszelkie przypadki rasizmu w krajach zachodnich. Wielu ludzi, odciętych od bieżących informacji, w swym utożsamianiu się z Zachodem akceptowała rasizm. W przypadku skinheadów było to ewidentne imitowanie wzorów zachodnich na zasadzie „kopiuj wklej”. Już w XXI w. w ten sam sposób pojawiła się w Polsce islamofobia.
I w tym świetle to chyba ironiczne, że Konkwista 88, jeden z najbardziej ideologicznie zwesternizowanych zespołów, w utworze „Aryjski front pracy” ostrzegał przed „zalewem obcych wpływów”…3
No i zresztą, obecnie mamy do czynienia ze zjawiskiem wprawdzie odwrotnym ale opartym na tej samej zasadzie naśladowania dominującego na Zachodzie trendu – mam na myśli popularność ruchu Black Lives Matter. Choć w Polsce wciąż nie ma problemów rasowych, a Polska nie miała zamorskich kolonii, są ludzie, którzy kopiują zachodnie wzorce w tym zakresie. Gdy w czasie zamieszek po śmierci Floyda bodaj w Waszyngtonie zdewastowano pomnik Kościuszki (co odbiło się głośnym echem w polskich mediach), tutejsi „antyrasiści” kilka dni później pomalowali pomnik Kościuszki w Warszawie…



Od około 1993/94 roku apolityczni skinheadzi zaczęli ponownie się pojawiać w Polsce, równocześnie z ożywieniem sceny Oi w takich krajach jak Niemcy. W końcu pojawiły się czyste zespoły Oi, takie jak Rezystencja i Horrorshow, oraz ziny takie jak Skinhead Sosnowiec. Jakie masz wspomnienia z tego okresu?
Rezystencja jest tu bardzo symptomatyczna, bo powstała na bazie narodowego Szczerbca. Nawiasem mówiąc przeszłość się za nimi długo ciągnęła: próbowałem im załatwić występ na antyglobalistycznym festiwalu z udziałem Manu Chao, organizator najpierw się zgodził, po „prześwietleniu” zespołu z oburzeniem odrzucił… Renesans Oi był mi sympatyczny, bo stanowił przeciwwagę dla coraz silniejszego nazizmu. Z zinem Skinhead Sosnowiec nawiązałem współpracę, kilka tekstów w nim opublikowałem. Ale już nie byłem wtedy czynnym skinem, jeżdżącym na koncerty, mecze, zadymy itd.
Przejrzałem kilka numerów Skinhead Sosnowiec – może kiedyś warto będzie przeprowadzić z nimi wywiad, bo reprezentowali kolejny etap ewolucji polskich skinheadów. Był to ciekawy zine – według ich własnych słów inspirowany brytyjskimi „sussed skins” zinami z lat 80-tych, szczególnie Hard As Nails. Miały one także wpływ na nasz webzin, zwłaszcza na początku. A Rezystencja i Horrorshow to były świetne zespoły..
Lecz jednak nie wszystko mi się w tych klimatach podobało/ Popatrz na okładkę płyty Horrorshow…
Masz na myśli okładkę Ultra Kuku [na której policjant obserwuje Dima z „Mechanicznej pomarańczy”]? Co jest z nią nie tak?
Mam na myśli okładkę Ryps-Wyps… I nie chodzi tu o jakąś feministyczną wrażliwość, tylko wręcz przeciwnie – o wyniesione z domu staroświeckie wychowanie, które nakazywało szacunek dla kobiet.

Aha, ok – to zgadzam sie z tobą. A propos kobiet: motto ekipy z Sosnowca, o którym wspomniałeś, to „piwo, panienki…” – ale o dziewczynach na polskiej scenie skinheadów w latach 80. nic nie słyszałem. Były tam jakieś prawdziwe skinheadki, czy raczej skini wiązali się z punkówkami, jak np. wokalistka Konwentu A albo ta dziewczyna, która opowiada o swoim skinheadzkim chłopaku w filmie „Oi!” z 1989 roku?
Skinheadzi byli subkulturą w 80-90% męską. Ale dziewczyny skinheadki oczywiście były. Z Sosnowca pamiętam np. blondynkę Małą i ciemnowłosą Blachę. Jeszcze częstsze były dziewczyny skinheadów, które bardziej utożsamiały się ze swoimi chłopakami niż ruchem jako takim. Jeśli chodzi o ubiór to pojawił się on stosunkowo późno. W latach 80 w miarę dobrze wiedziano jak wygląda skinhead mężczyzna, zdjęcia skin-girls nie docierały. Dziewczyny z ruchu nie chciały wyglądać jak punkówy ale początkowo nie do końca wiedziały jak, więc ubierały się i strzygły bardzo różnie. Pamiętam taką, która była ostrzyżona na zero tak jak jej chłopak, albo inną ubraną w kwiaciastą sukienkę.
A kiedy w Polsce pojawiły się skinhead girls z klasycznymi fryzurami w stylu feathercut, Chelsea itp.?
Dopiero w latach 90 pojawiły się takie typowe „Renee”.
Tak długo gadaliśmy o antypolitycznych, nacjonalistycznych, pseudofaszystowskich i faszystowskich skinheadach… A co o „lewym profile skinów”, tj. frakcji, do której czuję się najbliżej? Wśród polskich skinheadów lat 80, były jakiekolwiek osoby o lewicowych poglądach – komuniści, socjaliści, lub nawet socjaldemokraci, PPSowcy, itd?
W latach 80 nie było nikogo, o nikim takim nawet nie słyszałem. Trzeba sobie uświadomić, jak bardzo niepopularna była na przełomie lat 80 i 90 lewica – zarówno aktywiści PZPR (w prywatnych rozmowach) jak trockiści nie chcieli, żeby nazywać ich „komunistami”! Nawet anarchiści głosili wtedy hasło „Ani lewica ani prawica”.

Warto jednak wspomnieć, że we wstępie do wydania Fajnej Gazety pisaliście, że jest ona „dla myślących skinheadów wszystkich wyznań: antypolitycznyc, nacjonalistycznych i socjalistycznych”. Nie chcę tego wyolbrzymiać, ale już sama świadomość, że skinhead może być socjalistą, oraz pewna akceptacja tego faktu z waszej strony istniała nawet w 1988 roku. A jak to wyglądało w latach 90.? Czy istniały jakieś lewicowe frakcje skinheadów, ziny itp.?
Pierwszy tekst o redskinach napisałem ja sam, dla marksistowskiego pisma Magazyn Antyrządowy w 1992 r. Wiem, że może się wydawać dziwne, że równocześnie propagowałem skrajną prawicę i skrajną lewicę, ale ja jako „narodowy rewolucjonista” byłem wtedy zwolennikiem „sojuszu ekstremów” przeciw systemowi. Jeden z moich znajomych, ortodoksyjny lewak, określił to jako „polityczną schizofrenię”… [śmiech].
W latach 90 pojawiło się środowisko lewicowych skinów (być może z inicjatywy Robsona) z tym, że wedle mojej wiedzy to byli ex-punkowcy. Podobno wrocławscy Redskins wywołali jakieś zamieszki w Jarocinie, gdy odbierali punkom woreczki z klejem, którym tamci się narkotyzowali. Wiem, że pojawili się też na katowickiej Guevariadzie (imprezie środowisk lewicowych) w Katowicach w połowie lat 90. Ja już wtedy byłem poza środowiskiem i wiem o tym bardzo mało. W każdym razie zjawisko było krótkotrwałe. Trwalsi byli SHARP ale to była frakcja raczej anarchizująca.
Kiedy przestałeś być skinheadem?
W 1993 roku byłem ostatni raz na skinowskim koncercie. Potem byłem jeszcze w 1996, bezpośrednio przed małżeństwem – to się nazywa „kawalerskie”, ale już jako gość z zewnątrz.
A dlaczego przestałeś być skinheadem?
Tak samo jak we wcześniejszym przypadku odejścia od środowiska anarchopunkowego czułem się po prostu znużony. Widać było, że na autodestrukcyjnej agresji skinów tak samo nie da się niczego zbudować jak na nihilistycznym buncie punków. Co też istotne, w 1993 roku wybory wygrała postkomunistyczna lewica. Moi dawni koledzy ze studiów, związani z antykomunistyczną opozycją, którzy do tej pory traktowali mnie z lekceważeniem, po odsunięciu od władzy wyraźnie się zradykalizowali. Związałem się z konglomeratem ugrupowań konserwatywnej prawicy, które potem znalazły się w mainstreamowej Akcji Wyborczej Solidarność. Pisywałem do gazet takich jak Czas Górnośląski, Myśl Polska, Gazeta Polska, Nowe Państwo. Owocem tej ewolucji był napisany w 1995 (a opublikowany dwa lata później w anarchistycznym „Innym Świecie”) tekst „Zbieżne prostopadłe”, w którym odciąłem się od wcześniejszej idei „sojuszu ekstremów”…
Czy twój czas jako skinhead był dobry, romantyczny – czy raczej stracony?
Generalnie to był „stracony romantyczny czas”… [śmiech] Z jednej strony to oczywiste, że swoją młodość zawsze wspominamy z sentymentem (nawet te głupie rzeczy, których już nie powtarzalibyśmy). Z pewnością też ten burzliwy okres ukształtował mnie charakterologicznie i intelektualnie. Mam perspektywę ornitologa, który wcześniej był ptakiem… [śmiech] Z drugiej strony, gdybym zajął się czymś konstruktywnym zamiast biegać przez kilkanaście lat z punkami i skinami, moja pozycja społeczna i zawodowa byłaby zupełnie inna. Na wiele rzeczy patrzę inaczej i myślę, że można do tego było dojść prościej, nie takimi chaotycznymi zygzakami, jakie były moim udziałem.
A co sadzisz dziś o twoim czasie zaangażowania politycznego?
Tu mam mniej pozytywnych wspomnień. „Prawdziwą politykę” zapamiętałem jako wielogodzinne bezsensowne dyskusje w zadymionych pomieszczeniach, kłótnie o stanowiska, intrygi knute na korytarzach, pompatyczne przemówienia, w które nikt nie wierzył… Mój flirt z umiarkowaną prawicą zakończył się totalnym rozczarowaniem. Pod koniec lat 90 zacząłem sympatyzować z populistyczną Samoobroną Andrzeja Leppera. Ale jak się pewnie domyślasz i tu czekało na mnie rozczarowanie. Po 2006 przestałem angażować się w politykę, w 2018 opublikowałem ostatni tekst publicystyczny i z każdym rokiem coraz bardziej pogrążam się w katastroficznym optymizmie – tzn. w pełne ironii i dystansu oczekiwanie na nieuchronną katastrofę.
Jeżeli chcesz, daj nam jeszcze twój personalny Top 10 polskich utworów skinowskich twoich czasów.
Aż 10? Może tylko dwa klasyki: „Nasza muzyka” Ramzes & The Hooligans i „Koło zębate” Sztorm 68.
Bardzo dziękuję za wywiad, Trojan.

Ramzes & The Hooligans: Nasza muzyka
Gitary jęczą jak kute żelazo
Perkusja dudni jak młot
To jest muzyka dzieci ulicy
I one tego chcą
Nasze palce są zbyt grube
By grać wymyślne solówki
Nasze ręce są brudne od smaru
To ręce chłopców z zawodówki
Nasza muzyka jest prosta jak życie
Prosta jak praca robotnika w fabryce
Nasza muzyka jest prosta jak życie
Prosta jak praca robotnika w fabryce
Monotonny buch maszyn to nasze brzmienie
Martwe jak my od lat
My nie możemy niczego zmienić
Nie mamy przecież żadnych praw
Zabijamy czas chodząc na mecze
Pijani jak stado świń
Nie umiemy się bawić w dyskotece
Dziewczyny nie chcą takich jak my
Nasza muzyka jest prosta jak życie…
Nasze serca stają się twarde
Kute przez życia los
Udajemy obojętnych, nieczułych na wszystko
Martwi jak drewna kloc
Popatrz na nas, my jesteśmy ludźmi
Pracującymi ciężko na chleb
Jesteśmy jak bydło hodowane dla kasy
Mamy tylko lepszy chlew
Nasza muzyka jest prosta jak życie…

Sztorm 68: Koło zębate
Powstaje blok za blokiem nowy
Dźwig wznosi w górę wielki gmach
Osiedle stanie tu betonowe
Tysiące ludzi znajdzie tu dach
Na wschód i zachód, północ, południe
Nasz spychacz ciągle pędzi w przód
Za nim z kilofem zaciężna armia
Stawia fundament pod nowy gród
Rozgrzane serca i rozpalone myśli
A z ust wypływa jednostajny śpiew
Na niebie widać czerwoną błyskawicę
Idziemy za nią budować nowy dzień
My budujemy żelazne miasto
Stalowe domy, osiedla mas
Silniki warczą, szarpią, targają
Serce maszyny wybija takt
W ręku tkwi młot pięciokilowy
Ktoś inny dzierży kilof lub łom
Dziś stanie nowy gmach stupietrowy
Wysiłkiem setek, tysięcy rak
Rozgrzane serca i rozpalone myśli
A z ust wypływa jednostajny śpiew
Na niebie widać czerwoną błyskawicę
Idziemy za nią budować nowy dzień
Z kotłów rozgrzanych bucha para
Wielką maszynę wprawia w ruch
Tryby się wszystkie zazębiają
Rusza powoli stalowy wóz
Szyny ciągną się hen po horyzont
A z nimi naprzód idziemy My
Poskramiać zywioł, walczyć z naturą
Lokomotywo prowadź nas w bój!
Rozgrzane serca i rozpalone myśli
A z ust wypływa jednostajny śpiew
Na niebie widać czerwoną błyskawicę
Idziemy za nią budować nowy dzień

Wprowadzenie i wywiad: Matt Crombieboy
Specjalne podziękowania należą się Arturowi K za udostępnienie zdjęcia skinów Wrocław/Opole, Wojtkowi K za artykuł z czasopisma Razem, a przede wszystkim Trojanowi za poświęcenie czasu na wywiad.
- Gmina Narodowo-Socjalistyczna Bolesława Limanowskiego, założona w 1888 roku, była najprawdopodobniej pierwszą na świecie organizacją, która użyła terminu „narodowo-socjalistyczna”, jednak nie miała nic wspólnego z późniejszym ruchem znanym jako narodowy socjalizm czy nazizm. Była to raczej lewicowo-socjalistyczna grupa dążąca do wyzwolenia narodowego spod dominacji rosyjskiej i niemieckiej, podobnie jak większość polskich organizacji lewicowych w tamtym czasie. ↩︎
- Utwór, o którym mowa, to „Saddam Husajn” (1991), którego tekst wychwala Sadama jako „bohatera swojego kraju”, „iracką dumę” oraz „sztandar Arabów” w ich walce przeciwko „światowemu kapitałowi”. ↩︎
- Zauważ także wyjaśnienie Robsona (z Konkwisty 88) dotyczące zakłócenia manifestacji poparcia dla Mandeli przez skinheadów z Wrocławia – natrafili oni na utwór brytyjskiego zespołu neo-nazistowskiego No Remorse: „Ktoś znalazł w gazecie ogłoszenie, że jest manifestacja z okazji uwolnienia Mandeli. I to by przeszło bez echa, gdyby nie to, że chłopaki już mieli muzykę, a kapela No Remorse śpiewała właśnie o Mandeli i o tym, co się dzieje w RPA. Wszyscy to znali i w związku z tym umówiliśmy się na następny dzień, że przyjdziemy na ten wiec” – Nigdy Więcej Nr. 3, 1996, ss. 10-11 [wyróżnienie moje]. ↩︎