Walcz, aby żyć – żyj, aby walczyć, cz. 3: Od Oi! do ideologii

W 1989 roku współorganizowałeś pierwszą imprezę Oi! Dla Ojczyzny, która odbyła się w Bielsku-Białej. Grały zespoły Szczerbiec, Polska oraz wczesny skład Honoru. Jak ją wspominasz?

Cóż, w rezultacie straciłem pracę w klubie osiedlowym… Koncert miał zamknięty charakter, tylko dla skinów, więc miałem nadzieję, że będzie spokojny. I rzeczywiście był spokojny, nawet nudny, bo uczestnicy, głównie przyjezdni, nie mieli się z kim bić. Majcher siłą ludzi wypychał do pogo. [śmiech] Po koncercie zaprowadziłem ich na przystanek, wsadziłem do autobusu. Potem okazało się, że na następnym przystanku wysiedli i ruszyli na osiedle polować na punków i metalowców.

W tym samym roku w Sosnowcu kręcono też dokument pod tytułem Oi!, przy którym podobno pomagałeś, wprowadzając na scenę studenta filmówki. Co sądziłeś o rezultacie?

Nie podobał mi się. Miałem nadzieję, że będę miał wpływ na jego kształt, tymczasem reżyser zrobił wszystko po swojemu. Całość odbierałem jako kompletnie chaotyczną i przedstawiającą ruch w złym świetle. Teraz patrzę na to już trochę łagodniej – zrozumiałem, że to miała być taka quasi-artystyczna etiuda filmowa.

Dokument świadczy o bardzo szybkim i ostrym upolitycznieniu sceny: goście nie tylko oddają faszystowskie saluty, ale chwalą się swoimi kontaktami z zagranicznymi organizacjami skrajnej prawicy. Z drugiej strony, jest też chłopak, który dystansuje się od nacjonalizmu, od antykomunizmu i od rasizmu i mówi o korzeniach skinheadów, o rude boys itp…

To akurat dobrze oddaje sytuację tego skokowego upolitycznienia skinheadów. Zwróć przy tym uwagę na ten faszystowski salut – jeden skinów heiluje równocześnie pijąc wino z butelki. Mało uroczyste… [śmiech] Ale faktem jest, że dawni apolityczni Oi skins zostali zmarginalizowani. Ze starej sosnowieckiej załogi pozostały niedobitki, takie jak ten koleżka z filmu (choć było ich więcej), które trzymały się swojego terenu. Z tym, że ja w 1988 wróciłem w rodzinne strony i praktycznie straciłem kontakt z sosnowiecką ekipą.

W 1989 r. w Polsce nastąpiły raptowne zmiany. Jak zmieniła się scena skinheadów po 1989?

To już był inny świat. Nastąpiły równocześnie dwa zjawiska.

Po pierwsze skokowy wzrost liczebności subkultur. W mojej 30-tysięcznej miejscowości było 20-30 skinów. Przyjmując ją jako typową można szacować, że w całym kraju mogło być ich 30 tysięcy (choć oczywiście trzeba pamiętać o dużej płynności w tym środowisku). Skini byli na każdym osiedlu i w każdej miejscowości (pojawiały się nawet jakieś lokalne mutacje jak „champsi” w Gliwicach). Na dyskotekach pary tańczyły przy dźwiękach ballady „Biały honor, biały duma” Konkwisty. Coraz więcej było kaset (masowo produkowała je wytwórnia Fan Records z Zabrza, można było je kupić np. w stoisku na dworcu PKP w Katowicach) i zinów. Na meczach całe trybuny były pomarańczowe, gdy skini przebierali kurtki na drugą stronę, podszewką na zewnątrz. Ktoś mi opowiadał, że spotkał na rynku w Krakowie dziesięciolatka we flajersie i glanach. Co prawda chłopczyk nie bardzo wiedział, do jakiej subkultury należy, ale mówił, że jego koledzy też się tak ubierają… [śmiech]

Przy tym skini przenikali się z osiedlowymi ekipami chuligańskimi. Np. 10-osobowa grupa skinów z mojego osiedla na międzyosiedlową zadymę potrafiła zmobilizować do 50 osób… Już po wycofaniu się ze sceny wracałem pociągiem z koncertu AC/DC. Nagle pociąg zatrzymał się (prawdopodobnie ktoś zerwał hamulec bezpieczeństwa), do środka wtargnęła ekipa atakując metalowców. Miała mieszany charakter – obok skinów widziałem w niej np. typowego discomana: grzywka, hawajska koszula, białe buty.

Natomiast drugie zjawisko to było skokowe upolitycznienie, na ogół w kierunku narodowo-prawicowym.

Gest zaciśniętej pięści: ‚neosłowianie’

Z czego to wynikało?

Nie chciałbym przynudzać, ale zrozumienie polskiego nacjonalizmu lat 90 jest niemożliwe bez znajomości kontekstu społecznego… Polska przeżyła wtedy „terapię szokową” (tzw. plan Balcerowicza) zarządzoną przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, polegającą na deregulacji gospodarki i otwarciu jej na rynek światowy. W rezultacie polskie państwowe przedsiębiorstwa masowo bankrutowały, pojawiło się masowe bezrobocie (nieznane w Polsce od pół wieku), większość społeczeństwa gwałtownie zbiedniała. Na tym tle pojawił się nacjonalizm.

A dlaczego właśnie nacjonalizm?

Ponieważ transformacja przeprowadzana była nie przez polską burżuazję narodową, która dopiero się rodziła, ale przez kapitał międzynarodowy oraz służącą mu burżuazję kompradorską i biurokratyczną (tj. polityków i urzędników uwłaszczających się na majątku publicznym). Polskie przedsiębiorstwa przegrywały z zagraniczną konkurencją na otwartym rynku. Wiele firm został wykupionych (na ogół poniżej wartości) przez obcy kapitał, co zawsze oznaczało redukcję załogi a niekiedy zamknięcie zakładu. Do tego pojawiły się obawy o niemieckie roszczenia majątkowe na Ziemiach Zachodnich, podsycane przez przypadki wykupywania przez Niemców dużo tańszych w Polsce nieruchomości. W tych warunkach odżył przedwojenny stereotyp „kapitalisty-Żyda” (trzeba pamiętać, że przed wojną do 50% polskiej burżuazji było żydowskiego pochodzenia).1

Dlaczego znowu się pojawił właśnie wtedy?

Wynikało to z kilku czynników. Wielu beneficjentom transformacji (politykom, biznesmenom, dziennikarzom, artystom) przypisywano – faktycznie lub bezpodstawnie – żydowskie pochodzenie. Żydowskie gminy wyznaniowe (tak jak Kościół katolicki) na mocy ustawy odzyskiwały przedwojenne nieruchomości, co prowadziło do licznych konfliktów lokalnych; z kolei indywidualni spadkobiercy przedwojennych właścicieli nieruchomości przejmowali je w wyniku wyroków sądowych (co też w nieproporcjonalnie dużym stopniu dotyczyło obywateli żydowskiego pochodzenia). Towarzyszyła tym zjawiskom w mediach intensywna propaganda zarówno wspierająca racje państwa izraelskiego, jak podkreślająca rolę mniejszości żydowskiej w historii Polski.

Dodać należy do tego kompromitację lewicy i jej języka. W tych warunkach nic dziwnego, że znaczna część społeczeństwa (bynajmniej nie tylko skini) opisywała konflikty społeczne w kategoriach etnicznych a nie ekonomicznych. Choć oczywiście nie można lekceważyć też pierwiastka zwykłej ksenofobii w tym wszystkim. Te elementy były często ściśle splecione.

Zadruga w 1989 roku

Opowiedz nam trochę o twojej własnej polityzacji w 1989 roku. Jak to się dzieje, że przechodzi się tak szybko od bycia antypolitycznym do stania się bardzo politycznym?

Po prostu uległem duchowi czasu. To było takie uczucie, że jak komuna upadła, to wszystko wolno. Wszyscy politykowali, w Polsce powstało wtedy podobno 300 partii politycznych. Dotyczyło to też mojego środowiska. Przy czym tu ścierały się dwie tendencje polityczne: neonazistowska i endecka (narodowo-katolicka). Obie odrzucałem, do czego przyczyniała się moja lewicowa przeszłość, w przypadku endecji dodatkowo niechęć do Kościoła, a w przypadku nazizmu – wyniesiony z domu polski patriotyzm. Przypomniało mi się jednak, że na początku lat 80 czytałem w tygodniku Płomienie o przedwojennej grupie Zadruga – nacjonalistycznej, socjalistycznej i neopogańskiej. Nawiązałem kontakt z ostatnimi żyjącymi zadrużanami i zafascynowałem się tą ideologią. Była mi o tyle bliska, że odnalazłem w niej głoszony już wcześniej kult czynu, woli itp. Zacząłem ją propagować wśród skinów, czego efektem było choćby powstanie skinzina Kołomir czy zespołu Zadruga. Potem dowiedziałem się o Tejkowskim, choć przy bliższym poznaniu nie zachwycił mnie…

Można by się zapytać, czemu nie poszedłeś w „normalną” politykę, np. do jakiejś dużej partii? W końcu przyszła demokracja.

Cóż, pomijając już wpływ środowiska (skinowanie samo w sobie było ekstremistyczne) mojej radykalizacji sprzyjała ogólna sytuacja. Przypomnę, co mówiłem o terapii szokowej. Ja szczęśliwie miałem pracę ale jako początkujący nauczyciel w szkole podstawowej zarabiałem bardzo słabo, pensja nie nadążała za inflacją. Autentycznie, czasem nie było na piwo. W rodzinie miałem emerytów, górników, rolników, którzy również odczuli na własnej kieszeni skutki transformacji. Na osiedlu, gdzie pracowałem, bezrobocie było bardzo wysokie. W szkole na przerwie zapytałem dziewczynkę z trzeciej czy czwartej klasy, jakie ma drugie śniadanie. „Kanapkę z masłem roślinnym”. „I z czym jeszcze?” – „Z niczym”… To wszystko popychało do buntu. Tak, przyznaję, byłem przepełniony nienawiścią.

Mniej więcej od 1990 roku polska scena skinheadów zaczęła dzielić się na frakcje. Apolityczni ojowcy zniknęli. Jak już wspomniałeś w naszych prywatnych rozmowach, reszta trafiła do jednej z następujących grup: nurt neosłowiański, nurt neoendecki (narodowo-katolicki) oraz nurt NS (nazi skins).

Zgadza się, z tym, że podziały te były mocno płynne, rozmyte. Tendencją, z którą ja sympatyzowałem i która była najpopularniejsza w latach 1990-92 był nurt, który można nazwać „neosłowiańskim” lub „słowiańsko-pogańskim” (choć wtedy takie określenia nie były używane). Zwolennicy tego nurtu mówili o sobie: „Nie jesteśmy ruchem nazi, ani też mylącym idee narodowe z katolicyzmem”, wyraźnie przeciwstawiając się dwóm pozostałym frakcjom.

Obóz „neosłowiański” pod względem politycznym pozostawał pod wpływem Bolesława Tejkowskiego i jego partii Polska Wspólnota Narodowa. Tejkowski był postacią dość oryginalną: zaczynał jako komunista, od 1956 roku był związany z opozycyjną „lewicą październikową” (której działaczem był np. Jacek Kuroń), dopiero w latach 60 przeszedł na pozycje nacjonalistyczne ale nieortodoksyjne, bo sympatyzował z neopoganizmem. W środowisku endeckim z racji tej nieortodoksyjności był wyizolowany, jego grupka była chyba najsłabsza wśród też słabych (kilkunasto- albo kilkudziesięcioosobowych) grup nacjonalistycznych. Ale w 1990 roku „Gazeta Wyborcza” opublikowała obszerny wywiad z nim na dwóch kolumnach i Tejkowski z dnia na dzień stał się najbardziej znanym polskim nacjonalistą. Tak zaczęła się jego krótka choć spektakularna kariera.

W nurcie tym było też kilka innych marginalnych efemerycznych grup jak Polski Front Narodowy (Andrzeja Wylotka), Przełom Narodowy, Narodowa Partia Robotnicza, Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald, Unia Społeczno-Narodowa czy Unia Polan, ale liczył się tylko PWN.

Jakie były więc podstawowe założenia polityczne?

Tejkowszczycy i w ogóle „neosłowianie” mieli ambicję wypracowania oryginalnej wersji nacjonalizmu. Charakterystyczne, że pozdrawiali się zaciśniętą pięścią. Ale przy tym czerpali z bardzo eklektycznych źródeł ideologicznych, ponieważ mieli w Polsce niewielką tradycję ideowo-historyczną i w przeciwieństwie do neonazistów nie mieli żadnych międzynarodowych źródeł, na których mogliby się oprzeć. Więc wykorzystywali wszelkie koncepcje, które choćby częściowo odpowiadały ich stanowisku: neopoganizm z przedwojennym ruchem Zadruga na czele, polski (nienazistowski) narodowy socjalizm, narodowy komunizm (moczaryzm), wczesna (niekatolicka) endecja, narodowy radykalizm, panslawizm, lewe skrzydło faszyzmu (zwłaszcza strasseryzm). A przy tym byli bardzo selektywni — bez skrupułów wybierali elementy, które im odpowiadały, odrzucając inne. Jak samookreślił się np. reprezentatywny bydgoski zine Błyskawica (sam tytuł nawiązywał do przedwojennego pisma polskich narodowych socjalistów) jej środowisko to „zadrużanie, narodowi-rewolucjoniści, […] czy wręcz narodowi—komuniści”. Ale do nurtu tego zaliczała się też prokapitalistyczna i wolnorynkowa USN. No i trzeba pamiętać, że w odróżnieniu od nazizmu czy endecji nie była to w pełni ukształtowana ideologia ale zlepek haseł, symboli i sentymentów.

Co to jest ten „polski nienazistowski narodowy socjalizm” – to ruch lewicowy czy prawicowy?

Polski narodowy socjalizm (Partia Narodowych Socjalistów) wywodził się z lewego skrzydła nacjonalistycznego ruchu robotniczego (Zjednoczenie Zawodowe Polskie 1902, Narodowy Związek Robotniczy 1905, Narodowa Partia Robotnicza 1920), przypominał czechosłowackich narodowych socjalistów Edwarda Benesza. Obok PNS działały też grupy w mniejszym lub większym stopniu inspirowane przykładem NSDAP ale na ogół antyhitlerowskie.

A „narodowy komunizm”? Tym terminem określano dość różnorodne zjawiska historyczne.

Najogólniej „narodowy komunizm” lat 90 w wersji popularnej opierał się na sentymencie do PRL postrzeganego jako państwo narodowe (i to jednolite etnicznie) a zarazem zapewniające sprawiedliwość społeczną i porządek. Zachód a zwłaszcza Niemcy uważano za geopolitycznego wroga dążącego do imperialistycznej dominacji („Drang nach Osten”), narody słowiańskie za naturalnych sojuszników. Polski narodowy komunizm miał dość rozwiniętą tradycję ideowopolityczną, która ciągnęła się od tzw. frakcji „większościowej” w przedwojennej KPP przez PPR do Gomułki (który starał się zachować margines niezależności od ZSRR) i Moczara (inicjatora „kampanii antysyjonistycznej” w 1968), a nawet Gierka.

Z tego, co mówisz, neosłowianie prawie brzmią jak jakiś polityczny think-tank… Nie do końca rozumiem, na ile skinheadzi byli zaangażowani na tym teoretycznym poziomie. To oni opracowywali ideologię i pisali te magazyny? I to oni stanowili większość wśród szeregowców?

Oczywiście, że tych „ideologów” była garstka a reszta tylko powtarzała hasła. Tak jest chyba we wszystkich ruchach. Ale praktycznie wszyscy, którzy w tym uczestniczyli, byli skinami. W tym przypadku rolę „think-tanków” pełniły ziny i zespoły, bo szeregowy uczestnik, na ogół uczeń szkoły zawodowej, nie czytał dzieł Stachniuka2 czy Gomułki.

Ale były też bardzo oczytane jednostki, nawet jeśli to byli uczniowie (np. artykuł o przedwojennym polskim narodowym socjalizmie w Błyskawicy napisał chłopak ze szkoły średniej) czy robotnicy (robotnikiem budowlanym był wydawca Błyskawicy). Autorytetem spoza środowiska był Bolesław Tejkowski, który miał duży dar, by eklektyczne (a nieraz sprzeczne) inspiracje ideowe przerabiać na proste hasła.

Słabością tego ruchu był jednak brak kadry. Z Tejkowskim trudno było współpracować. Jeśli z kimś się skonfliktował automatycznie uznawał go za „Żyda”; mnie też to spotkało. Kolejni jego współpracownicy z nim zrywali, w rezultacie na ogół pozostawał on sam na sam ze skinami.

Jaka muzyka skinheadowska powstała w ramach tego nurtu?

Zespołami, które można łączyć z tym nurtem, były Zadruga, Sztorm 68, Deportacja 68, Ofensywa, późny Szczerbiec, wreszcie Polska, która w swym dorobku oprócz piosenek skrajnie nacjonalistycznych miała utwór komunistycznego poety Władysława Broniewskiego „Bagnet na broń”. Tu mała anegdota: na obozie młodzieżowym, na którym byłem wychowawcą, w radiowęźle puszczano kasety przynoszone przez uczestników obozu. Ktoś przyniósł kasetę Polski, która miała dwie strony, nazwane „chuligańską” (stare utwory Ramzesa) i „patriotyczną”. Strona „chuligańska” została odtworzona bez problemu. Strona „patriotyczna” zaczynała się od wspomnianego utworu „Bagnet na broń”. W połowie utwór został przerwany a DJ z radiowęzła oznajmił, że „nie będzie prezentował nazistowskiej muzyki”… [śmiech]

Mówiąc o zespole Polska, warto wspomnieć o tym, jak stopniowo zmieniały się postawy wobec restauracji kapitalizmu pod sztandarem Solidarności. W oryginalnej wersji utworu „Musisz być silny” Ramzes jeszcze spiewał, ze trzeba „komunistów z kraju gnać”, a Polska zmieniła to na „Solidarnośc z kraju gnać”…

Owszem. Ale oczywiście najbardziej znanym zespołem w sektorze „neosłowiańskim” był Sztorm 68. Może nie był dla tego nurtu całkiem reprezentatywny, ale jednak się w nim odnajdywał.

Sztorm 68 był też zespołem najbardziej narodowo-komunistycznym spośród nich. Miał utwory gloryfikujące PRL, co nie wszystkim się podobało… Trudno mi nawet sobie wyobrazić, jak grali te utwory przed polską publicznością skinheadów lat 90.

Żeby zrozumieć to zjawisko, musisz wziąć pod uwagę, że w krajach bloku wschodniego kładziono duży nacisk na „socjalistyczny patriotyzm” połączony z antysyjonizmem. Jak już wspomniałem wcześniej, restauracji kapitalizmu towarzyszyła rehabilitacja syjonizmu – np. w polskiej TV pojawił się specjalny program poświęcony promowaniu Izraela. Pojawiły się żydowskie roszczenia majątkowe itd. Wszystko to sprzyjało utożsamieniu kapitalizmu z Żydami.

Ale chyba wątek antysemityzmu biegnący przez polską kulturę polityczną sięga znacznie dalej wstecz?

Sztorm 68

Oczywiście, że antysemityzm istnieje w Polsce co najmniej od końca XIX wieku. Oczywiście, że odwoływano się do wcześniejszych stereotypów („Wasze kamienice, nasze ulice”). Zresztą w komunizmie PRL też występowały wątki antyżydowskie: frakcja natolińska (późniejsi maoiści Mijala), frakcja „partyzantów” Moczara.

Rzecz jednak w tym, że wcześniej, w latach 70 czy 80, antysemityzm był uśpiony. Dla mnie w dzieciństwie Żydzi byli abstrakcją (choć jakoś mgliście kojarzyli się z wyrachowaniem i przebiegłością). Odwołując się do subkultury skinowskiej: zwróć uwagę, że BTM śpiewał „Przed wojną Żydzi, a dzisiaj Cyganie” – nawet dla nich nie było to aktualne zagrożenie.

Parę lat temu na YouTube pojawiło się koncertowe nagranie Sztormu 68 z początku lat 90-tych (teraz usunięte). Chyba był to koncert z Konkwistą 88 we Wrocławiu. W każdym razie konkwistowcy tam heilowali pod sceną, a Sztorm grał utwory wzywające do „walki o władzę dla robotniczo-chłopskich rad” oraz hymny na cześć Jaruzelskiego

Koncert z Konkwistą zakończył się – jak wszystkie – awanturą. Gdy wrocławscy NS zaczęli heilować krakowska ekipa (fani Sztormu) zaprotestowała, doszło do szarpaniny, gospodarz koncertu (z Konkwisty) powiedział, że to jest koncert dla nazistów a jak się komuś nie podoba to ma wypierdalać. Załoga krakowska (i narodowi katolicy z Wrocławia – fani Legionu) wyszli. Tak zaczęła się wojna z NS-ami.

W jakim sensie była wojna? Czy neosłowiańscy, narodowo-katoliccy i nazistowscy skini tłukli się na ulicy (tak jak skini tłukli punków)?

Nie była to taka wojna jak z punkami bo podziały były bardziej zamazane ale do bójek nieraz dochodziło. Kiedyś sam mało nie zostałem obity we Wrocławiu przez fanów Konkwisty 88 za krytykę heilowania.

Najpotężniejszym utworem Sztormu 68 jest moim zdaniem „Koło zębate” – tekst jest jakby połączeniem socrealizmu i futuryzmu.

Służba wojskowa: Kelian z Sztormu 68

„Koło zębate” to i mój ulubiony kawałek ale posłuchaj też „Fabryki” z 2018 r. Żeby poznać background: frontman zespołu Kelian pracował jako robotnik w zakładach metalowych, potem wzięli go do wojska, jak wyszedł fabryka była zamknięta i on przez parę lat był bezrobotny. To było socjologiczne tło całego tego nurtu…

Przy tym był bardzo oczytany. Samodzielnie wymyślił ten swój „narodowy komunizm” zanim ktokolwiek w Polsce słyszał o Limonowie. Wieczorowo zrobił średnie wykształcenie, przy czym trzeba pamiętać, że wtedy było to dużo trudniejsze niż po reformie oświaty zdobycie wyższego wykształcenia. Czytałem jego wypracowanie z liceum na temat Antygony – szło pod prąd obowiązującym interpretacjom głoszącym prawo jednostki do buntu, twardo broniło Kreona w imię wyższej racji stanu… Ja zawsze miałem skłonność do „dzielenia włosa na czworo”, więc ta bezkompromisowość bardzo mi imponowała.

Sztorm 68 był wielokrotnie reformowany. Czy nadal jest aktywny?

Z tego co się orientuję Sztorm definitywnie zakończył działalność. Tu nie ma warunków. Jedyny koncert po reaktywacji to oczywiście bójka z nazistami. Nawet zaprzyjaźnione skinowskie dystrybucje sprzedawały płytę „spod lady” (nieoficjalnie) żeby nie narazić się antykomunistom. A o lewicy to w ogóle nie mówię.

Szczerze mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić, żeby gdziekolwiek istniały warunki dla zespołu takiego jak Sztorm 68 – może co najwyżej w Rosji lat 90., w czasach Limonowa, Graższdańskiej Oborony itp.

Jednak jeszcze 10 lat temu Sztorm miał słuchaczy i wśród narodowców i wśród lewicowców. Utwory Sztormu pojawiały się zarówno na Xportalu skrajnie prawicowej Falangi jak na trockistowskim portalu Władza Rad.

No właśnie, chciałem wspomnieć o Władzy Rad. Pamiętam, że widziałem ten utwór Sztormu na ich stronie jakieś dziewięć–dziesięć lat temu (choć nie pamiętam, który dokładnie kawałek wrzucili). Na zachodniej lewicy taki politycznie niepoprawny krok byłby nie do pomyślenia…

Władza Rad była dość nieortodoksyjna: wprawdzie przyznawała się do trockizmu ale wyraźne były wpływy guevarystowskie.

Szczerbiec

Dlaczego nurt neosłowiański utracił popularność wśród skinheadów?

„Neosłowianie” nie mieli instytucjonalnego poparcia żadnej liczącej się siły, ani zaplecza w postaci zwartej grupy społecznej. Nie mieli też zagranicznych koneksji, którymi silni byli neonaziści.

Kluczowym momentem jednak była kompromitacja Tejkowskiego w czasie nieudanej manifestacji w Zgorzelcu w lutym 1992 roku. Podobno Tejkowski nie odwołał demonstracji choć wiedział, że została zakazana; dopiero w Zgorzelcu przestraszył się i ogłosił rozwiązanie. Zebrani skini i tak wyszli na ulice, co skończyło się zamieszkami, podczas gdy Tejkowski został w hali dworca…

Pewną rolę odegrać mógł też fakt, że w następnym roku do władzy doszła postkomunistyczna lewica, co z kolei wzmocniło tendencje antykomunistyczne i antylewicowe, zwłaszcza narodowo-katolickie.

Lecz w sumie jestem zdziwiony, że lewicowy nacjonalizm typu baskijskiego czy irlandzkiego tak słabo się rozwinął w tym regionie. Europa Wschodnia w świecie-systemie była (a moim zdaniem jest nadal) półperyferiami a tutejszy nacjonalizm miał (choć już stracił) charakter antyimperialistyczny. Choć były ruchy w tym kierunku. W Rosji byli liubercy, w Czechach Landa [wokalista zespołu Orlik] chciał stworzyć ze skinheadów antyfaszystowski czeski nacjonalizm oparty na tradycji husyckiej.3

Powrót do wstępu


  1. Zobacz Społeczeństwo polskie od X do XX wieku, autorstwa historyków Irenausza Ihnatowicza, Antoniego Mączaka, Benedykta Zientary i Janusza Żarnowskiego, wydane w Warszawie w 1988 roku. Na stronie 630, gdzie omawiana jest burżuazja w okresie międzywojennym, można znaleźć następujący fragment: “Ale burżuazja polska w znaczeniu państwowym była bardzo zróżnicowana pod względem etnicznym, ponieważ około połowa to Polacy. Druga zaś połowa składała się z Żydów i Niemców (tych ostatnich było kilka procent). Ten fakt, z którego wynikał podział burżuazji na obce sobie i częściowo zwalczające się środowiska, dodatkowo osłabiał jej znaczenie, w tym także znaczenie polityczne. Burżuazja wywierała, za pośrednictwem swej reprezentacji, poważny wpływ na decyzje ekonomiczne, ale mały na inne”. Źródło dostarczone przez Trojana na prośbę.  ↩︎
  2. Jan Stachniuk: lider przedwojennego ruchu Zadruga.  ↩︎
  3. Liubercy byli subkulturą młodzieżową z końca lat 70. i początku 80. w ZSRR, poświęconą stylowi życia opartego na aktywności fizycznej oraz „oczyszczaniu” społeczeństwa radzieckiego z wpływów różnych zachodnich subkultur (hipisów, punksów, metalowców), które uważali za dekadenckie. Mieli również silne poglądy antyfaszystowskie. Husyci natomiast byli czeskim ruchem proto-protestanckim, który podążał za naukami reformatora Jana Husa, który stał się najbardziej znanym przedstawicielem reformacji czeskiej.  ↩︎