
Porozmawiajmy teraz o koncercie Kortatu na festiwalu Róbrege w Warszawie w 1987 roku. To było duże wydarzenie – zarówno z punkrockowego punktu widzenia, jak i dlatego, że Kortatu był lewicowym zespołem skinheadówskim z Kraju Basków, a na koncercie pojawiło się wielu skinów. Ty też?
Byłem na Róbrege. Kortatu już wtedy słuchałem (miałem nawet ich płytę) i do tej pory ich lubię.
A co inni polscy skini sądzili o Kortatu?
Kortatu było lubiane przez Oi-skinów, choć głównie dla muzyki. Otoczka polityczna była drugorzędna a dla większości po prostu niezrozumiała. W każdym razie nasza ekipa się przy nim dobrze bawiła (choć antykomunista Szczygieł w czasie „Nicaragua sandinista” wołał „Viva la contra”). Zwłaszcza, że większość występujących tam zespołów grało mało strawną dla nas muzykę: jakaś nowa fala i roots reggae…
Co sądzisz o tym opisie wydarzeń z Róbrege 87, zawartym w Brunatnej Księdze 1987-2009 Stowarzyszenia „Nigdy Więcej”?
„W dniach między 21 a 23 sierpnia kilkudziesięciu skinheadów uzbrojonych w kije, metalowe rurki i noże sterroryzowało widzów i uczestników V Festiwalu Muzycznego „Róbrege” (…) Doszło między innymi do kilkudziesięciu pobić oraz do wielkiej bójki pomiędzy skinami a publicznością z użyciem noży i innych groźnych narzędzi. Zdarzenia miały podłoże szowinistyczne, napastnicy traktowali młodzież alternatywną biorącą udział w festiwalu jako „brudy” i „niepełnowartościowych” Polaków”.
Gruba przesada. Próba zaprezentowania w sumie banalnych (wtedy) wydarzeń jako apokaliptycznej batalii między Dobrem a Złem. Nie pamiętam żadnej wielkiej bijatyki, tym bardziej z użyciem sprzętu. Trudno byłoby przemycić pałkę, bramkarze nakazywali nawet zamienianie „glanów” na miękkie kapcie, poważnie! Było mnóstwo drobnych bójek, najczęściej polegających na zrywaniu odznak i naszywek „wrogich” zespołów…
Zresztą konflikty były wielokierunkowe. Jacyś skini popadli w konflikt ze „sztajmami” (potoczna nazwa kryminalnego marginesu) spod pobliskiej budki z piwem. Do konfrontacji doszło na dużym skrzyżowaniu, rozdzielonym światłami. Po jednej stronie ulicy stali skini (w tym Sosnowiec), po drugiej – sztajmy. Skini krzyczą: „Oi! Oi! Oi!”. Nagle zmiana świateł, my stoimy jak staliśmy, za to reszta skinów krzyczy „Oi! Oi! Oi!”… jedną przecznicę dalej [śmiech].
Poza tym skinheadzi też nie operowali jako jedna zorganizowana grupa, to było szereg ekip z różnych miast, często nie znających się i wzajemnie nieufnych. Częste były bójki między skinami (przypominam o antagonizmach piłkarskich). Nie było w tym – wtedy – żadnej ideologii. Niby jakiej? Polski szowinizm przeciw Polakom? Biały rasizm przeciw białym? To się zaczęło później. Były antagonizmy subkulturowe i trochę zwykłej przestępczości (tzw. „krojenie” czyli rabowanie kurtek, butów itp.).
Jednak doniesienia o hajlujących polskich skinach zaczęły się pojawiać już w latach 1985/86. Piotr Wierzbicki z dawnego punkzinu QQRQ twierdzi, że choć wielu z nich zostało po prostu „zwykłymi bandziorami”, niektórzy zaczęli przyjmować postawę nazioli, bo tak widzieli zachodnich skinheadów. Jak oceniasz upolitycznienie i wpływ skrajnej prawicy na polską scenę w latach 1985-87?
Trzeba pamiętać, że choć pseudonazistowskie gesty były wykonywane przez wczesnych skinów, a różne inne pseudonazistowskie subkultury istniały, to utożsamianie się z nazizmem w Polsce lat 80. automatycznie stawiało cię na marginesie marginesu. Antynazizm zarówno w aspekcie ideologicznym jak narodowym był ideologią państwową PRL i z tym zgadzali się praktycznie wszyscy. Oczywiście nie przeczę, że faszystowskie sympatie występowały wśród skinów już w latach 80. Chyba w 1986 poznałem skina z Gdańska o ksywie Adolf, który deklarował się jako faszysta. Co ciekawe – poznałem go bo był chłopakiem wokalistki anarchopunkowego zespołu Konwent A, co pokazuje, że granice między subkulturami były płynne. W każdym razie w latach 80 faszyzm jeszcze nie dominował.
Klimat zmienił się dopiero w drugiej połowie lat 90. Zapytałem wtedy znajomego nazi-skina z osiedla jak może popierać Hitlera będąc Polakiem. On mi odpowiedział: „Różnica między nami jest taka, że ty urodziłeś się 20 lat po wojnie a ja 30 lat po wojnie”. I w sumie miał rację, bo ja się wychowywałem jeszcze na patriotycznej kinematografii socrealistycznej (jak kultowy serial Czterej pancerni) i opowieściach starych ludzi o horrorze okupacji a on już na zachodniej pop-kulturze, w której naziści byli abstrakcyjnym złem.
A jak to było z rodzimą polską tradycję nacjonalistyczną?
Była ona po prostu mało znana. Wiedziano ze szkoły, że przed wojną była jakaś endecja, czasem ONR, ale to wszystko było bardzo mętne. Dostępu do źródeł nie było, przedwojenne publikacje były tylko w bibliotekach naukowych w tzw. zbiorach zastrzeżonych. Nurt nacjonalistyczny (neoendecki) był w polskiej opozycji bodaj najsłabszy, tworzyli go głównie weterani lat 30 i 40 mający niewielki kontakt z młodzieżą. I jeszcze jedno: polska tradycja nacjonalistyczna była ściśle związana z katolicyzmem, a skini (w każdym razie w latach 80) byli żywiołowo antyklerykalni.
A dlaczego?
To dość naturalne. Trudno pogodzić ewangeliczny światopogląd z tekstami typu „Jutro zrobimy skok na kiosk” (Ramzes & The Hooligans). Skinheadzi reprezentowali zbuntowaną przeciw społeczeństwu młodzież proletariacką i lumpenproletariacką, większość z ich wcześniej była punkami. A z kolei w latach 90 Kościół katolicki poparł kapitalistyczną transformację, co też ściągało na niego niechęć.
Więc kiedy skini zaczęli interesować się polskim nacjonalizmem?
Chyba po raz pierwszy do tej tradycji nawiązał zespół Szczerbiec utworem „Narodowe Siły Zbrojne”, ale to było nie wcześniej jak w 1989. W rezultacie nawet skinheadzi zainteresowani skrajną prawicą robili to po omacku. Kiedyś zobaczyłem jednego z naszywką „Polski Front Narodowy”. Zapytałem go, co to za organizacja. Okazało się, że wymyślił tą nazwę na wzór brytyjskiego National Front.

BTM, czyli Brzydka Twarz Młodzieży, często podaje się jako pierwszy polski zespół muzyczny skinheadów. Powstali w Krakowie w 1986 roku, a na początku swojej kariery nagrali dwie kasety demo – pierwszą pod koniec 1986 roku, a drugą na początku 1987. Znałeś ich?
Poznałem Bogdana (zwanego „Cytryną”) jeszcze gdy grał w punk-rockowym zespole INRI. Czasem się spotykaliśmy przy różnych okazjach, ale gdy on głosił hasła polityczne ja byłem jeszcze apolityczny, a gdy ja się upolityczniłem – on wrócił do Oi. Na żadnym ich koncercie nie udało mi się być.
Ton utworów BTM był w sumie ojowy i punkowo-konfrontacyjny – jeszcze nie był to RAC w bardziej ideologicznym sensie. Jednak połowa tekstów była skrajnie szowinistyczna i już chyba inspirowana specyficznie polską narracją nacjonalistyczną. „Słowiańska siła” przedstawia Polskę jako kraj zalany przez „Rosjan, Cyganów i Szwabów”… Jeśli te dwie kasety wiernie oddają obraz polskich skinheadów z lat 1986–87, to czy nie sugerowałoby to jednak dość wczesnej polityzacji sceny?
Po kolei, bo tu jest kilka wątków. Po pierwsze, BTM (jak już zauważyliśmy, mocno dbający o ortodoksyjność), stanowił raczej awangardę ruchu. Później tym śladem poszły inne zespoły jak Ramzes & The Hooligans, w którego twórczości też można dostrzec dużą niespójność między wcześniejszymi utworami chuligańskimi a późniejszymi patriotycznymi. Po drugie, istotny jest kontekst – w drugiej połowie lat 80 w polskim społeczeństwie lawinowo postępowała prawicowa radykalizacja. O ile na początku dekady żywe były poglądy typu „socjalizm z ludzką twarzą”, to po stanie wojennym (1981–83) antykomunizm przerodził się w odrzucenie wszelkiej lewicowości. Po trzecie, jeśli chodzi o ten konkretny utwór, to każda z wymienionych w nim narodowości występuje w innym charakterze. Rosjanie z powodu stacjonowania Armii Radzieckiej, wszechobecności języka rosyjskiego w szkołach, narzuconej „przyjaźni polsko-radzieckiej” i tego wszystkiego, co było nazywane „sowiecką okupacją”. Romowie dla odmiany to mniejszość może nieliczna, ale – nie oszukujmy się – potrafi być uciążliwa; nie tylko skini byli z nimi skonfliktowani. Natomiast Niemcy byli figurą symboliczną, wynikającą zarówno z endeckiej tradycji jak propagandy PRL.

Narodowe Odrodzenie Polski, niewielka partia faszystowska, stało się bardzo popularne wśród skinów w latach 90. Według jej własnych oficjalnych informacji, NOP zostało założone już w 1981 roku. Czy nie miało żadnych młodszych działaczy w latach 80.?
Nie spotkałem się z żadnym śladem. NOP było organizacją dość elitarną, studencką, do tego nieliczną. I w latach 80 nie miało tak radykalnego charakteru, jakiego nabrało w następnej dekadzie pod wpływem kontaktów z International Third Position (wystarczy powiedzieć, że obecny przywódca liberalnej Unii Europejskich Demokratów Michał Kamiński był wtedy członkiem NOP). Co prawda lider NOP Adam Gmurczyk twierdzi, że w czasie strajku studenckiego w 1988 puszczali w radiowęźle akademickim kasetę BTM, ale pierwsi skini na orbicie tej organizacji ujawnili się dopiero w czasie Kongresu Prawicy Polskiej w 1990 r w Warszawie.
Wracając do tematu przemocy na koncertach – w polskich kręgach antyfaszystowskich od dawna krążyły pogłoski, że skinheadzi byli w zmowie z rządem PRL lub SB, by rozbijać scenę alternatywną. W filmie dokumentalnym o Jarocinie „Zew wolności” (2010) nawet wokalista Dezertera lansuje tę teorię: „Nie wypadało, żeby komuna goniła za punkowcami, no to sobie wyhodowali bandziorów którzy sobie w ich imieniu odwalali ta robotę czarna (…) Oni ewidentnie byli pod jakimś parasolu ochronnym. Oczywiście w końcu przyjeżdżała milicja, no i aresztowała pobitych”. Co o tym sądzisz?
SB miało ludzi we wszystkich środowiskach, a w środowiskach subkulturowych łatwo było wymusić współpracę szantażem. Ale trudno tu mówić o skinheadach jako całości. To był żywioł trudny do sterowania. Rzeczywiście, była jakaś bójka w Katowicach czy Sosnowcu między skinami a ludźmi z Solidarności Walczącej i podobno inspiratorem tego był funkcjonariusz SB. Ale znam to tylko ze słyszenia bo wtedy już moje kontakty z sosnowiecką załogą się rozluźniły. Ja od 1988 pracowałem w mojej rodzinnej miejscowości i nie miałem czasu na koleżeńskie kontakty. Poza tym ja się wtedy upolityczniłem a oni woleli dalej po prostu chuliganić.
Było też w Warszawie najście skinów na lokal PPS-RD, też krążyły wtedy plotki o inspiracji SB ale niepotwierdzone. Wiem, że badał ten temat prof. Remigiusz Kasprzycki, trochę info znajdziesz w jego książce Dekada buntu. Zarazem tzw. scena alternatywna (nie mówię tu o punk-rocku tylko nowej fali itp.) była organizowana właśnie przez oficjalne instytucje i była przez podziemie solidarnościowe oskarżana o kanalizowanie buntowniczych nastrojów: Rozgłosnia Harcerska, tygodnik Na przełaj, Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników itd.
No i nie raz mam wrażenie, że dziś starzy polscy punkrockowcy i nowofalowcy trochę wyolbrzymiają swoją dawną rolę jako „bojowników ruchu oporu”… A jak skinheadzi z twojego otoczenia patrzyli na Solidarność przed 1989 rokiem i w trakcie przemian?
Przed 1989 na ogół pozytywnie choć z dystansem – większość stroniła od zaangażowania. Ale nawet wspomniany wcześniej Struś skandował na jakimś koncercie „So-li-dar-ność No-wa Hu-ta” (były tam wtedy strajki). Po 1989 spojrzenie stało się krytyczne, bo Solidarność była uważana za siłę odpowiedzialną za transformację i jej skutki.
Poza łobuzowaniem na koncertach punkowych i alternatywnych, polscy skini mieli też swoje własne zespoły w latach 80. – choć, z tego co wiem, nie było ich zbyt wiele, a ich koncerty były rzadkością. Oprócz BTM i Ramzes & The Hooligans, po których zostało nagranie Live in Gliwice ’88 i demo z lat 80., znam jeszcze Baranki Boże (nagrali kasetę w ’88 w słupskim domu kultury), Boikot z Olsztyna, Buty Doktora Martensa z Łodzi, Szczerbiec z Ustronia i Severe z Gliwic. No i SexBomba – taki polski odpowiednik Slade w 1970 czy Skrewdriver w 1977 pod względem tego, że „przebrali się” za skinów, żeby dotrzeć do konkretnej publiczności. Były jeszcze jakieś inne skinheadzkie zespoły w latach 80.?
To znasz ich więcej niż ja, bo ja nie znam Boikotu a o Butach Dr. Martensa tylko słyszałem [śmiech]. Podobno w Opolu byli też Oi!polanie, ale nie wiem czy to nie był tylko projekt. W Wodzisławiu grali Biali Chłopcy, ale nigdy ich nie słyszałem. Szczerbiec wcześniej nazywał się Kwiat Jabłoni.
Z kolei Ramzes & The Hooligans to zespół street-punkowy. Byli przez skinów uważani za swoich z powodu kawałka „Biała siła” ale skini słyszeli głównie refren a cały tekst był prześmiewczy – o sfrustrowanym skinie, który bije na ulicy przypadkowych przechodniów, oczywiście Polaków, krzycząc przy tym „Biała siła”.
W każdym razie Ramzes i Chuliganie mieli zdecydowanie mieszaną publiczność, nie tylko skinów. Ich piosenki miały teksty – zgodnie z nazwą – chuligańskie (typu „Chodź tu bracie chuliganie, razem damy komuś w banię”), ale stopniowo zaczęły się pojawiać akcenty polityczne (np. „Polakiem możesz być tylko w Polsce”). Na koncercie w Gliwicach Ramzes przekonywał mnie o słowiańskiej przeszłości wschodnich Niemiec. [śmiech] A potem niespodziewanie sam wyjechał do RFN a reszta Chuliganów przekształciła się w nacjonalistyczny zespół Polska.
Poza tym zanim pojawiły się skinowskie kapele skini lubili Siekierę (inna rzecz że dziś jej agresywne teksty pewnie zostałyby zaklasyfikowane jako „faszystowskie”).
Siekiera nie tylko grała świetnego brutalnego hardcore punka, ale w swoim drugim wcieleniu nagrała też moim zdaniem najlepszy zimnofalowy album wszech czasów: Nową Aleksandrię. Na marginesie, z jakiegoś nieznanego powodu zimna fala stała się w ostatnich latach modnym wpływem na francuskie zespoły skinheadowo-ojowe.
Z kolei frontman Siekiery Tomasz Budzyński założył później wspólnie z muzykami reggae-grupy Izrael zespół Armia, grający chrześcijański hardcore punk…

Armia, to kolejny wspaniały zespół… ale przejdźmy teraz do Fajnej Gazety, być może pierwszego prawdziwego polskiego skinzinu, który redagowałeś w 1988 roku.
Fajną Gazetę wydawałem w okresie Oi-skinowskim. Nie sam – równorzędnym redaktorem był Mariusz G., znany jako Szczygieł albo Mądry.
Zine zawierał cytaty zarówno od grupy Baader-Meinhof, jak i Mussoliniego, a jednocześnie ogłaszał się „antypolitycznym” i zgadzał się z mottem kontrowersyjnego brytyjskiego zespołu anarcho-punkowego The Apostles, że „jest tylko jedno miejsce dla komunizmu, faszyzmu i anarchizmu: śmietnik”…
Był tam też cytat z amerykańskiego teoretyka Nowej Lewicy Johna Gerassi. Jego obecność w polskim skinzinie mocno zaskoczyła anarchistkę Laurę Akai z USA, która uczęszczała na jego wykłady… [śmiech]
Fajna Gazeta była niezwykle intelektualna jak na skinzin, zwłaszcza w porównaniu z zachodnimi zinami z tego samego okresu. Zawierała na przykład esej rosyjskiego filozofa chrześcijańsko-egzystencjalistycznego Nikołaja Bierdiajewa Myśli o naturze wojny (1915). Czy można powiedzieć, że to świadczy o dobrym poziomie edukacji, jaki PRL starała się zapewnić zwłaszcza ludziom z klasy robotniczej?
Poziom edukacji publicznej i czytelnictwa był z pewnością wyższy. Ale nie oszukujmy się, że Fajna Gazeta reprezentowała poziom przeciętnego skinheada. Bierdiajewa poza mną chyba nikt nie przeczytał. Zresztą ja też nic o nim wtedy nie wiedziałem… Miałem wówczas ambicję wypracowania filozofii „wiolentyzmu” – kult walki dla samej walki, walki jako istoty życia (Blitz: „We fight to live, we live to fight”). Stąd odwołania równocześnie do Mussoliniego i Baader-Meinhof a zarazem dystans wobec politycznego zaangażowania. Napisałem w Fajnej Gazecie tekst pt. „Pamiętajcie o Erneście Roehmie”, ostrzegający skinheadów przed polityką bo faszyści ich wykorzystają tak jak szturmowców Roehma. A potem, jak wiesz, sam poszedłem tą drogą…
Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale z tego, co czytałem w Fajnej Gazecie, mam wrażenie, że być może nawet te wczesne etapy zawierały jakieś nasiona (kult akcji bezpośredniej, kult przemocy dla samej przemocy), które mogły później rozkwitnąć w „kwiaty faszyzmu”, chociaż nie był to rozwój nieunikniony…
Czy kult akcji bezpośredniej prowadzi do faszyzmu? Pewnie tak. Taki był los np. wielu syndykalistów na początku XX w. Ale to mogła być też walka klas. Jak to śpiewał Ramzes: „Tu nie o faszyzm chodzi pacyfisto / Tu chodzi o to by dać komuś w ryja / I jak mi w życiu znowu coś nie wyjdzie / Takim jak ty zęby powybijać”. Winę ponosi też lewica, która ewoluowała w mieszczańsko-hipsterskim kierunku. To nie przypadek, że Gary Bushell porzucił Labour dla UKIP. Wszystkie badania wykazują, że obecnie lewica jest ruchem wykształconej klasy średniej a nie robotników.

Ja bym z tym polemizował. Bushell nie tylko zerwał z lewicą mieszczańską, ale także z ruchem robotniczym – i to w kluczowym momencie historycznym. W 1986 roku złamał linię pikiet w Wapping podczas strajku drukarzy, który był strategicznie ważną walką przeciwko Murdochowi i Thatcher. Nawet przy największej dozie hojności nie sądzę, by późniejsze przejście Bushella do UKIP można było uznać za przejaw jakiejkolwiek świadomości klasowej.
Nie wiedziałem tego. Ale tu nie chodzi o jednego Bushella, chodzi o dużo szersze zjawisko socjologiczne. Moim zdaniem to lewica porzuciła walkę klas na rzecz polityki tożsamości.
W tej kwestii niestety masz rację. Autentyczna lewica wciąż istnieje, ale dziś jest na totalnym marginesie… A w jakim sensie przemoc skinheadów w PRL była formą walki klasowej? Nie było przecież wielu bogatych, a klasa średnia, o ile dobrze rozumiem, to właściwie tylko „inteligencją” – takie aspirujące środowisko, które w sensie ekonomicznym nie było prawdziwą klasą średnią. A może mam spaczone pojęcie o klasach w PRL?
Niezupełnie… Powiedziałem, że kult przemocy mógł znaleźć swe ideologiczne uzasadnienie w walce klas, a niekoniecznie w faszyzmie. Na pewno przemoc skinów była wyrazem frustracji młodzieży z klasy ludowej. Oczywiście również punk był w latach 80-90 plebejską subkulturą. Wśród punków jednak więcej było młodzieży z rodzin inteligenckich, a wśród skinów młodzieży lumpenproletariackiej. W warunkach majątkowego zrównania kwestia tzw. kapitału kulturowego była istotnym wyróżnikiem. Tu można przywołać w jakiś sposób koncepcje Machajskiego.1
W Fajnej Gazecie możemy przeczytać coś takiego: „Mi osobiście podoba się muzyka równocześnie Skrewdrivera, Red London i Attila the Stockbroker, a nie jestem ani komunistą, ani nacjonalistą, ani anarchistą”. Oprócz zespołów Oi rodzaju Snix, znajdują się tam też odniesienia do Slade, ska i skinhead reggae, oraz pozytywna recenzja albumu Redskins. Króciutko wspomniano nawet o Test Dept… Warto to podkreślić, bo na Zachodzie pokutuje obraz skinheadów z bloku wschodniego jako totalnych „boneheadów”, którzy oprócz Skrewdrivera nic nie znali i nic nie wiedzieli.
Coś tam wiedzieliśmy… [śmiech] Dobrze znane były choćby składanki „Oi!” wydawane przez Bushella. Sam próbowałem tłumaczyć teksty Oi (np. manifest Peoples Pub Party) z okładek płyt. Najbardziej popularni w tym czasie byli 4-Skins i Cockney Rejects, ale słuchano też np. Toy Dolls czy Pogues czy nawet Meteors (w każdym razie ja słuchałem). Docierały też płyty niemieckie, francuskie, hiszpańskie… Znany był amerykański Agnostic Front. Ska nie było jakoś bardzo słuchane ale mój pseudonim wziął się od znaczka Trojan Skins, który nosiłem.
Polityczne, tzn. nacjonalistyczne zespoły pojawiły się później. Pierwsze utwory Skrewdrivera z singli „Smash The IRA” i „Voice of Britain” usłyszałem chyba w 1987. I nie zaprzeczę – podobały mi się. Nie tylko mnie. Znajomy hipis przyszedł kiedyś, gdy z magnetofonu leciał Skrewdriver. „O, jaka fajna muzyka. Kto to gra?”, zapytał. „Skrewdriver”, odpowiedziałem. „Te skurwysyny??? …Ale grają nieźle”.

A propos długowłosych, chciałbyś opowiedzieć trochę o starciach między metalowcami a skinheadami – szczególnie o interwencji ekipy z Sosnowca na Metalmanii ’88?
Być może tradycja Oi, tzn. współpracy punków i skinów spowodowała, że załoga z Sosnowca znalazła sobie innego wroga – metalowców. Właściwie nie wiem dlaczego, to raczej nie miało żadnych „ideologicznych” podtekstów. Po prostu byli pod ręką… Najbardziej znana akcja to zerwanie Metalmanii w 1988, opisana przez Szczygła w tekście „Dlaczego należy zabijać metalowców”. Z tym, że ten tekst to klasyczny przykład „propagandy sukcesu”, którą śmiało można porównywać ze współczesną propagandą wojenną, w której tchórzliwy wróg co dzień ponosi porażki, tylko nie wiadomo, dlaczego to my się cofamy. [śmiech]
W rzeczywistości małej grupie skinów początkowo faktycznie udało się zdominować płytę pod sceną, ale po przerwie ulegli jednak wielokrotnej przewadze liczebnej metalowców. Musieli się wycofać poza halę Spodka i prowadzili „partyzanckie” napady na wracających z koncertu metalowców. Antagonizm ciągnął się jeszcze kilka lat, w 1990 jeden ze skinów, kibic GKS Katowice o imieniu Tomek, zginął koło Spodka w starciu z metalowcami. Przez jakiś czas w tym miejscu był napis „Tomka pomścimy”, paliły się znicze… Jerzy Bogucki nakręcił krótki dokument o tym incydencie w 1991 roku – nosi tytuł Krew walki.
Ja pierdolę… Masz jeszcze jakieś wspomnienia związane z Metalmanią?
…Z Metalmanią wiąże się jeszcze jedno zdarzenie. Szedłem kiedyś nocą przez park na dworzec. W ciemności podchodzi do mnie kilku kolesi, pytają jak dojść na pociąg. Mówię, żeby szli ze mną, zaprowadzę ich. Rozmawiamy, okazuje się, że i ja i oni byliśmy na Metalmanii. Wychodzimy na oświetloną ulicę – okazuje się, że to metalowcy. Ja skin. Byliśmy na Metalmanii po przeciwnych stronach. Ale do bójki już nie doszło, zdążyliśmy się skumplować. A w pociągu, gdy konduktor chciał nam sprawdzić bilety – ani ja ani oni nie mieliśmy – to go przekonywaliśmy: „Panie, daj pan spokój. Komunie pan służysz? Przecież wszyscy jesteśmy Polakami…” [śmiech]
KLIKNIJ, ABY PRZEJŚĆ DO CZĘŚCI 3: OD OI! DO IDEOLOGII



- Jan Wacław Machajski (1866–1926) był polskim rewolucjonistą, który uważał, że interesy intelektualistów (w tym intelektualistów lewicowych) są sprzeczne z interesami robotników, ponieważ ci pierwsi dążyli do zachowania monopolu na edukację. Rozwiązaniem, które proponował, była równość płacowa poprzez strajk generalny, jako sposób na demokratyzację dostępu do wiedzy. ↩︎